Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
asen
 
31 marca 2008 roku członkowie zespołu country Sons of Maxwell podróżowali z Halifax NS, Canada do Omaha w Nebrasce korzystając z linii lotniczych United Airlines. Międzylądowanie mieli na lotnisku O'Hara w Chicago. Tam na własne oczy zobaczyli jak obsługa lotniska rzuca bagażami pasażerów, w tym gitarą Dave'a Carroll.

Kiedy dotarli do celu okazało się, że główka gryfu gitary jest złamana. W poprzednim wpisie napisałem (cóż takie rzeczy się zdarzają) nie byłoby w tym nic wielkiego gdyby wielkie linie lotnicze UA zechciały zapłacić za szkodę. Ale nie zechciały, sprawa wyglądała jak wiele innych kontaktów z biurem obsługi klienta. Najpierw nie było gdzie złożyć reklamacji, potem konsultanci przekazywali sprawę od jednego do drugiego, ostatecznie sprawą zajęli się "specjaliści" z Indii (United Airlines oszczędza na pracownikach infolinii) ci ostatecznie po wielu miesiącach wiszenia na telefonie stwierdzili, że nie wypłacą odszkodowania, bo zostało ono zgłoszone w ciągu 24h od zdarzenia. Skąd taki przepis, ano stąd, że linie lotnicze taki sobie wymyśliły. Że pasażer jest w podróży i może nie mieć możliwości złożyć reklamacji? A kogo to.

Co może zrobić klient w sporze z gigantem. Okazuje się, że trochę może, wystarczy mu do tego: 1. internet, 2. talent muzyczny, 3. społeczność

Dave Carroll nagrał teledysk pt. "United Breaks Guitars" opublikował go na YouTube. Dzisiaj, a nie minął jeszcze tydzień (opublikowany 6.07) klip ma prawie 2,5 mln. odsłon.
Wnioski nasuwają się same. Z wielkimi korporacjami można rozmawiać tylko z pozycji siły, a najsłabszym ogniwem, w który trzeba uderzyć jest marka.
Te kilka dni wystarczyło, aby rzecznik prasowy United Airlines zapowiedział wypłatę odszkodowania, którego nie udało się uzyskać "normalnym trybem" przez 9 miesięcy.
A swoją drogą piosenka świetna, singiel można kupić za 0,99$ tutaj: www.sonsofmaxwell.com/catalog/albums

Zobacz także:
- United Airlines Song Background (Detailed Version); www.davecarrollmusic.com/story/united-breaks-guitars/
- Gazeta.pl Linie lotnicze zepsuły mu gitarę. Zemścił się piosenką na YouTube ( wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80279,6811159.html )

Edit. Jak każdy case w internecie, tak i ten jest rozwojowy. Zapraszam do odsłuchania remixa, pt. "North West Breaks Dulcimers": blip.fm/profile/BingFutch/blip/16477102

Wpis dedykowany Nabitymwmbank ( www.nabiciwmbank.pl/ )
 

asen
 
Właściwie sprawa byłaby banalna. Gwiazdor Cavaliers James LeBron dał sobie wsadzić piłkę do kosza od góry (wsad-slamdunk). Jordan Crawford student z uniwerku Xavier, skomentował to tak: "Byłem na prawym skrzydle i ściąłem do środka. Minąłem Danny'ego Greena i LeBron czekał pod koszem. Myślę, że nie spodziewał się, że będę robił wsad, więc wyskoczył późno. Zrobiłem go oburącz".
Cóż takie rzeczy się zdarzają, gdyby jakiś nastolatek na sparingu założył siatę Platiniemu też byłby ubaw.

Problem polega jednak na tym, że LeBron jest "twarzą" Nike. Czy taka akcja, ośmieszająca gwiazdora, uderza wizerunkowo w Nike? Nie wiem, panowie reprezentujący firmę udowodnili, że należy na to pytanie odpowiedzieć twierdząco, bo skonfiskowali nagranie.

W internecie zawrzało, ale jednak nie na tyle, żeby LeBron i Crawford trafili do TOP 10 Trend na Twitterze. Smaczku sprawie nadaje fakt, że kampania reklamowa Nike z LeBron opiera się na haśle "We Are All Witnesses" (jesteśmy świadkami), w domyśle wielkości LeBrona i Nike, ale nie możemy już być świadkami jego(ich) małości.

Cała sytuacja przypomina mi ulubiony serial sci-fi, Gwiezdne Wrota. Występują w nim Jaffa, niewolnicy Goauldów. Gouldowie podają się za bogów i na czołach swoich niewolników wypalają, notabene płynnym złotem, swoje symbole. Jaffa walczą w ich imieniu i dla ich chwały. Nagradzani za zwycięstwa bezlitośnie karani za porażki, które co jest analogiczne do opisywanego zdarzenia, przynoszą ujmę bogom. najlepsze co może się przydarzyć Jaffa, który poniósł porażkę to polec w bitwie, gdyby wrócił z bitwy żywy spotkałby go straszny los.

Dzisiaj żyjemy w cywilizowanych czasach. Bogowie, przepraszam sponsorzy, co prawda nadal naznaczają swoich niewolników... oj... gwiazdorów swoimi znakami, ale nie wypalają ich na czołach. Nike lubi jak tenisiści na czole noszą opaskę z logo. Nie zabijają też za spektakularne porażki, niektóre z nich przyjmowane są ze zrozumieniem, zwłaszcza gdy Nadal w finale przegra z Federerem (zobacz foto).
Gorzej gdy twarz firmy ubezpieczeniowej rozbija Ferrari, które pędziło po mieście z prędkością 150km/h, ale wtedy też jedynie skraca, rozwiązuje się kontrakt, albo przypadkiem dobiegła końca kampania.
Michael Jackson po oskarżeniach o pedofilię błyskawicznie stracił kontrakty bogów, dopiero śmierć pomogła mu wrócić do łask mediów.

Zobacz także:
- Zczuba: LeBron - król cenzury: www.zczuba.pl/zczuba/1,90957,6804255.html
- Komentarze amerykańskich mediów (wideo): bizarrereport.com/lebron.htm

EDIT: Po 2 tygodniach nagranie jednak wyciekło do sieci:

Mashable. LeBron James Dunk Video Proves You Can’t Hide From Social Media: mashable.com/2009/07/22/lebron-james-dunk-video/

tealc.jpg

nadal1.jpg

federer1.jpg
 

asen
 
10.2007 Bank Raiffeisen
- kredyt 15 tys.
- 4 lata - 514,88 rata
- aktualna stopa referencyjna 4,75 proc.

w marcu 2008 - stopa referencyjna wzrosła (o 1 proc.) do 5,75 proc.
rata kredytu od 05.2008 wzrosła z 514,88 zł do 531,55 zł, różnica: 16,67 zł

Ku sprawiedliwości muszę odnotować, że od 06-11.2008 - stopa referencyjna wynosiła nawet 6,00 proc. Jednak od od 11.2008 nieustająco spada, a po dzisiejszej decyzji RPP ( gospodarka.gazeta.pl/Gielda/1,94782,6752471.html ) wynosi 3,50 proc. (tj. 1,25 proc. mniej niż w dniu otrzymania kredytu), rata kredytu niezmiennie wynosi jednak 531,55 zł.

Mój wniosek jest prosty, skoro spadki stóp nie uzasadniają zmniejszenia stopy oprocentowania kredytu, to zwiększenie stóp też tego nie uzasadniało, i tak mimo podpisania przeczytanej umowy, klient jest w plecy:
( 16,67 zł x 42 = 700,14 zł ), dlaczego klient? No bo ktoś musi ponosić ciężar zmieniających się warunków finansowych na świecie. Bank nie ma zamiaru tego ciężaru nieść.

----------
To nie atak personalny na bank Raiffeisen, takie posiadam dane, jeżeli ktoś udostępni mi harmonogramy swoich kredytów w polskich bankach porównam zmiany oprocentowania ze zmianami stóp procentowych NBP ( www.nbp.pl/dzienne/stopy_procent2.html ).

Wpis sprowokowany przez akcję Nabiciwmbank ( nabiciwmbank.pl ) oraz komentarze na blogu Maciej Samcika:
- 23.06.09 samcik.blox.pl/(…)Nowa-akcja-przeciwko-mBankowi-i-M…
- 24.06.09 samcik.blox.pl/(…)BRE-ostrzega-zbuntowanych-kliento…

Edit. Wyprzedziłem o jeden dzień portal Money.pl, dzisiaj (25.06.2009) opublikował artykuł, pt. "Stopy spadają, a kredyty i tak nie tanieją" ( www.money.pl/(…)stopy;spadaja;a;kredyty;i;tak;nie;t… ). Polecam lekturę.
  • awatar Nortus & Xylia: całą zabawa polega na tym, że bank nie musi podwyższać ani obniżać stopy procentowej. Może, ale nie musi. I może chętnie podnosić ale nie musi obniżać. Tak są napisane regulaminy banków nie tylko w Polsce i zależy od "uczciwości" banku. A z tym jest problem.
  • awatar Nortus & Xylia: trzymam kciuki w walce z bankiem. ale chyba tylko metoda jak zrobili klienci mBanku jest "gotowa na sukces". W pojedynkę nie ma szans, jednostka się nie liczy.
  • awatar Asen: Oczywiście, że regulaminy są napisane w stylu, my możemy wszystko, a ty się ciesz, że w ogóle chcemy ci świadczyć usługę. Jak UOKiK nas nie obroni to nikt nam nie pomoże. Dowodem na to, że "Wolny Rynek" ( który wygląda tak: asen.wikidot.com/wolny-rynek ) nie ma zamiaru się uregulować mimo, że istnieje konkurencja są odgórne nakazy UE o zmniejszaniu cen na usługi telekomunikacyjne, najbliższa od 1.07
Pokaż wszystkie (3) ›
 

asen
 
W ubiegłym roku Gazeta odnotowała ( gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,5497711.html ): "UEFA wymaga, aby szwedzka sieć hamburgerowa MAX, mieszcząca się na stadionie, zamknęła swoje lokale na czas trwania imprezy, ponieważ głównym sponsorem jest McDonald, który ma także swoją restaurację na terenie tego samego obiektu".
Jak rozwiązać ten problem, czy można wyeliminować przedsiębiorcę, który był jednym ze sponsorów budowy tego stadionu?
Bjoern Ahlberg z komitetu organizacyjnego, powiedział: "Szkoda (...) Postaramy się przenieść mecze do innego miasta, na przykład do Halmstad. W Szwecji mamy dużo stadionów".

Nie wiem jak faktycznie potoczyły się losy miasta i stadionu, czy miasto i sieć otrzymało jakąkolwiek rekompensatę. Dziennikarze nie ciągną tego wątku po jednorazowym wspomnieniu.
Można jednak przypuszczać, że organizatorzy faktycznie dopieścili swojego sponsora McDonalds. Trwające właśnie MŚ U-21 nie odbywają się w Boras, tylko Halmstad ( pl.wikipedia.org/(…)Mistrzostwa_Europy_U-21_w_pi%C5… )
 

asen
 
Polecam wywiad Igora Janke z Kataryną:
pt. Patrzcie dziennikarzom na ręce
www.rp.pl/artykul/2,319125.html

Kataryna w wielu fragmentach oddaje dokładnie to co ja czuję "z konsumenckiego" punktu widzenia. Udało mi się zresztą ją nieco wyprzedzić bo pod jednym z tekstów na Salonie24.pl
napisałem taki komentarz:
( jankepost.salon24.pl/(…)kataryna-dziennik-salon24-m… ): "Mój komentarz będzie krótki. Dziennikarze patrzą na ręce polityków.
Internauci patrzą na ręce dziennikarzy.
2009-05-31 21:46 Asen 29 98

a teraz cyt. z dzisiejszego art. Rzeczpospolitej:
Kataryna: "Dzisiaj ważniejsze niż patrzenie na ręce politykom jest patrzenie na ręce dziennikarzom. Ja długo myślałam, że dziennikarze i obywatele są z definicji po tej samej stronie. Wierzyłam, że dziennikarz w moim imieniu patrzy władzy na ręce i raportuje mi, co zobaczył. W pewnym momencie zrozumiałam, że tak wcale nie jest. Nie jesteśmy po jednej stronie. Tak być powinno, ale często nie jest. Ja krytykowałam od jakiegoś czasu media, ale za konkretne rzeczy. Można było ze mną powalczyć na argumenty. Fakt, że gazeta sięgnęła po pałkę, świadczy o tym, że o żadną dyskusję nie chodziło, tylko o uciszenie. Własnego czytelnika".

Szerzej o tym zjawisku, że dziennikarze to nie nasza "bajka", nie nasza sfera, pisze Maciej Lewandowski (zobacz też: wpis poniżej): Mass media zagrożeniem dla sfery publicznej r.pinger.pl/(…)mass-media-zagrozeniem-dla-sfery-pub…
 

asen
 
Komentarz do art. Macieja Lewandowskiego: Mass media zagrożeniem dla sfery publicznej ; www.do.org.pl/mass-media-zagrozeniem-dla-sfery-p…

O plebiscytach (zwanych wyborami). Mamy jedne za sobą, polecam przegląd jaki wpływ na wybór europosłów miało miejsce na liście wyborczej partii: asen.wikidot.com/wybory2009

I dorzucę kilka przykładów, najpierw mniej skrajne ; aby osiągnąć wyższy wynik w wyborach do Europarlamentu partie (każdej maści) wystawiły znane nazwiska, to jeszcze nie zarzut, gdyby nie to, że większość “znanych nazwisk” jest aktualnymi posłami naszego parlamentu. Niektórzy wręcz krzywią się, że przeszli w wyborach.

A teraz skrajne, europosłem został Bogdan (dwojga imiona) Kazimierz Marcinkiewicz, sprawiając tym samym przykrość… własnej partii ( www.rp.pl/artykul/317182.html ).
I przykład z Włoch. Silvio Berlusconi umieścił swe nazwisko na czele list swojej partii we wszystkich okręgach. Otrzymał 2,7 mln głosów. Oczywiście nie miał zamiaru wcale zasiadać w EP, odda zdobyte 5 foteli kolegom o mniej znanych nazwiskach (będą mieli szansę nazwisko sobie wyrobić).

Media zamiast podnosić krytykę wobec jawnego wprowadzania wyborców w błąd, zachęcają do brania udziału w wyborach nazywając je wolnym i demokratycznym mechanizmem, wręcz obowiązkiem obywatelskim.
  • awatar Tomasz Wójcikowski: W wyborach do PE głosujemy na partie, a nie na ludzi, ale tylko dla nielicznych jest to wiadome. Media o tym nie informują.
  • awatar Asen: W takim razie po co ta szopka z nazwiskami. niech wyborcy oddają głos na PIS, PO, SLD, PSL - a właściciele partii wytypują tylu ludzi ile mandatów im przypadnie. Nie będzie potem partia rozpaczała, że niechcący wszedł Bogdan Marcinkiewicz miast zaplanowanego Wojewody Matusiewicza.
  • awatar Tomasz Wójcikowski: Wybory w Polsce są w konstytucji opisane jako bezpośrednie. Listy wyborcze są tego obejściem.
Pokaż wszystkie (4) ›
 

asen
 
Mój komentarz do słabego artykułu z Polityki
Świergot zdechłej wrony, Zbigniew Domaszewicz ; www.polityka.pl/(…)Lead18… 5 czerwca 2009 r.

--------------
Nie trzeba wielkim psychologiem być, żeby wiedzieć, że w mikroblogingu, jak i w każdej innej aktywności, chodzi o interakcję. Żałuję, że Autor słabo odrobił lekcję, albo skoncentrował się na wymyślonej bądź narzuconej tezie: Po co komu te całe internety.

Popularność serwisów blogowych, i jeszcze większa mikroblogowych (to akurat słusznie w artykule zauważono, że pisanie na blipie czy twitterze wymaga mniej wysiłku niż prowadzenie bloga), ta popularność powinna dać do myślenia.
Bo tyle osób po prostu nie może się mylić.

Uzupełnię luki, które zostawił autor, zasadniczo będzie o blipie, bo używam go do ponad dwóch lat, a poza tym ma kilka funkcjonalności, której nie posiada twitter.
- Pierwsza sprawa. Mikrobloging to nie śledzenie całego świata ale wybranych ręcznie konkretnych osób, tylko ich wpisy pojawiają się na moim kokpicie (nazwa taka sobie). Mogą to być znajomi, ludzie z branży czy zupełnie obcy, z którymi łączy nas jakieś wspólne zainteresowanie.
- Po drugie, na blipie otrzymuję wszystkie wpisy opatrzone wybranymi przeze mnie tagami. Jeżeli ktoś napisze: #podatki, #pit, #firma, #dziennikarstwo #obywatelskie, #1procent, #vat, #zus - taka wiadomość trafia także do mnie. Na tagu #wstydliwewyznania powiem jeszcze, że subskrybuję kanały #mamtalent czy #eurowizja.
- Po trzecie. Kanały poszczególnych tagów mogą służyć do wspólnego oglądania i komentowania różnych eventów. Oglądając przez 2 godziny bolid Kubicy jednocześnie śledzę tag #f1, śledzę i komentuję. Bo razem spędzać wolny czas jest lepiej niż samemu.

Oczywiście dziennikarz poszukujący zgrabnych nagłówków jak "Świergot zdechłej wrony" wysnuje z tego przydługiego wywodu głęboką analizę mojego życia wewnętrznego i towarzyskiego, ale cóż za to mu płacą ; ja przynajmniej tego nie kupuję.
Chętniej poczytam co napisał ^Vagla, ^Hazan, ^TomaszTopa, ^mmiller - bo komunikaty o nowych wpisach na blogach automatycznie dostaję na blipa. Pozdrawiam
--------------

Komentarz nie jest jeszcze opublikowany, czeka w moderacji. Jeżeli miałby przejść przez sito moderatora Polityki pokaże się tutaj: forum.polityka.pl/(…)temat,swiergot-zdechlej-wrony.…
 

asen
 
Mój komentarz (zatopiony w morzu innych) nr 74 pod tekstem Kataryny: Jak to się robi w Dzienniku: ( kataryna.blox.pl/(…)Jak-to-sie-robi-w-Dzienniku.htm… )

asen
2009/05/22 13:12:42
Po prostu rozbrajające. Anonim pod nickiem (Pogromca Anonimów) w drugim komentarzu, chyba odświeżał bloga Kataryny od wczoraj co 5min... podaje imię i nazwisko i wytyka anonimowość. Odlot.

Nie wiem ile osób w tym kraju nie potrafi jeszcze zrozumieć, że to wolny kraj, że każdy obywatel (w tym Kataryna) ma swoje prawa, że sam rozporządza swoimi danymi osobowymi.
Anonimowość można wykorzystać jak wiele rzeczy do szkodzenia. To każdy wie. Ale to nie znaczy, że można ją potępiać w czambuł. Każdy ma prawo chronić swoją prywatność. To nie może być tak, że wpisujesz czyjeś imię i nazwisko w google i (anonimowo) zapoznajesz się z tą osobą, śledzisz jej poglądy, sprawdzasz gdzie jest zatrudniona, jakich ma przyjaciół. To całkowite zachwianie równowagi. O tobie zainteresowana osoba nic nie wie, nie wie nawet, że się nią interesujesz. Od tego są pseudonimy. Odgradzam moja prywatną sferę i biorę udział w publicznej debacie, bo mam takie prawo - moje poglądy czy Kataryny mają prawo być wyrażane i dane osobowe, a za nimi stan rodzinny, majątkowy i zawodowy w tej debacie nie są potrzebne.
Przyjrzyjcie się jak swoją prywatność chronią celebryci, oczywiście występują pod imieniem i nazwiskiem, ale telefony, adresy mają zastrzeżone itd. Odbieranie osobie, która poddaje krytyce mainstream prawa do wypowiedzi jest po prostu śmieszne i żałosne. Dowodzi tylko tego, że aktywność Kataryny wnosi wartość, i jak każdy alternatywny głos budzi sprzeciw osób, które nie mogą sobie merytorycznie z nią poradzić.

Nie jestem wiernym czytelnikiem, który dla ulubionej blogerki odda ostatnią koszulę, polityka mnie mierzi, ale podobnie jak Kataryna dbam o swój nick, nie ukrywam mojej tożsamości, ale zdecydowanie ja chronię. I polecam to innym zachłyśniętym otwartością i wolnością internetu. Wasze dane osobowe to nie pożywka dla google, to coś na tyle cennego, że warto sprawić sobie zgrabny nick. Jak mój.

A i nie byłbym sobą gdybym nie skomentował żałosnej formy artykułów Dziennika i redaktora Michalskiego - insynuowanie, kiedy kataryna "była grzeczna i pokorna", dopraszanie, żeby się nie bała, "wystraszona" "panika". Brak elementarnego pojęcia by porównywać aktywność blogerki z "bluzgami (...) anonimowych internautów" - taki tekst niestety nie przeszedłby przez moderacje serwisu dziennikarstwa obywatelskiego do.org.pl z którym współpracuję.
Tak redaktorze Michalski. My internauci wstajemy od komputera "na krzyk szefa wołanie żony czy mamy przypominających o obowiązku wyniesienia śmieci albo wyprowadzenia pieska". Świetny cytat, powinien zawisnąć na godnym miejscu tuż obok wypowiedzi klasyka "Internauci oglądają pornografię i piją piwo".
 

asen
 
Przepraszam, że zaniedbuję Pingera... Moja wina.
  • awatar tomaszs: Zainstaluj WyslijNaPingera... to ułatwia korzystanie z Pingera :)
Pokaż wszystkie (1) ›
 

asen
 
Odpowiedź jest dosyć prosta – istniejące serwisy nie realizują idei bezpłatnego dzielenia się informacją, lub czynią to w sposób niewystarczający, a niektóre wręcz błądzą. Dlatego trzeba zawrócić do źródeł. Określenie “dziennikarstwo obywatelskie” jest mylące, ale jednak na tyle nośne, że chcemy się z nim identyfikować (...).

cd. www.do.org.pl/dlaczego-kolejny-serwis-dziennikar…
  • awatar tomaszs: Ciekawe jaki pomysl na ściągnięcie ludzi którzy np maja blogi
  • awatar tomaszs: Dobre motto :)
  • awatar Asen: @tomaszs: Będziemy dopieszczać blogosferę w dziale 'Blogo mi' bo są naszym naturalnym sojusznikiem. :D
Pokaż wszystkie (3) ›